
Równoumagicznienie
Tytuł orginalny: Equal Rites, rok wydania: 1987
Autor: Terry Pratchett
Numer książki w cyklu Świat Dysku: 3
Krótko o książce:
To był pomyłka - ale w jej wyniku w Świecie Dysku pojawiła się pierwsza kobieta mag i od razu narobiła zamieszania. Jest to też opowieść o wiedzy i początek historii wiedźm z Lancre. Trzecia książka z serii o Świecie Dysku jednocześnie otwiera cykl o Wiedźmach.Oceń książkę:

Cytaty z książki
(...)co wywołało niewielkie, ale istotne wiry w samej osnowie istnienia. W osnowie istnienia mogą powstawać wiry, ponieważ jest to bardzo dziwna osnowa.
Dodał(a): Corv
* * *
- Niech to licho... - zwróciła się do świata jako całości. - Nie wiem, jak oni to robią. Jak znam magów, to niezbędna jest jakaś ceremonia... Zawsze wszystko komplikują.
- O co chodzi?
Babcia nie zwracała na nią uwagi. Sięgnęła w ciemny kąt za szafą.
- Pewnie należy wsadzić jedną nogę do wiadra zimnej owsianki, założyć jedną rękawiczkę i inne takie głupoty - mówiła dalej. - Nie chcę tego robić, ale Oni nie dają mi wyboru.
- O czym ty mówisz. Babciu?
Stara czarownica wyjęła z mroku laskę i machnęła nią w kierunku Esk.
- Masz. Jest twoja. Weź ją. Mam tylko nadzieję, że podjęłam właściwą decyzję.
W rzeczywistości prezentacja laski studentowi magii jest ceremonią niezwykle uroczystą. Zwłaszcza jeśli chodzi o laskę odziedziczoną po starszym magu. Zgodnie z pradawnym obyczajem odbywa się to w ramach długiego, przerażającego rytuału, z maskami, kapturami, mieczami i straszliwymi klątwami dotyczącymi wyrywania języków, rozszarpywania wnętrzności przez dzikie ptaki, rozsypywania popiołów na osiem wiatrów i tak dalej. Po kilku godzinach takich zabiegów uczeń może być przyjęty do bractwa Mądrych i Oświeconych.
Zostaje też wygłoszone długie przemówienie. Czystym przypadkiem Babcia w kilku słowach ujęła jego istotę.
Dodał(a): Corv
* * *
Żywi często nie zdają sobie sprawy z tego, jak skomplikowany jest świat, kiedy człowiek już umrze. To dlatego, że śmierć uwalnia umyśl z kaftana bezpieczeństwa trzech wymiarów, a także odcina go od czasu, który w końcu jest tylko jeszcze jednym wymiarem. W związku z tym kot ocierający się o niewidzialne nogi maga był niewątpliwie tym samym kotem, którego mag widział kilka minut temu, ale całkiem wyraźnie był też maleńkim kociakiem, tłustym, na wpół ślepym kocurem i wszystkimi etapami pomiędzy nimi. Jednocześnie. Ponieważ zaczynał jako maleństwo, przypominał teraz białą, kotokształtną marchewkę. Ten opis musi wystarczyć, dopóki ludzie nie wprowadzą odpowiedniejszych czterowymiarowych przymiotników.
Dodał(a): Corv
* * *


