Gdzieś z dołu dobiegało wołanie Gardło Sobie Podrzynam Dibblera albo któregoś z jego kolegów, sprzedającego gorące kiełbaski. Vimesa ogarnęła słuszna duma. Można przecież być dumnym z obywateli, którzy w obliczu katastrofy myślą o sprzedawaniu kiełbasek jej uczestnikom.
Dodał(a): Corv
* * *
I otworzył oczy.
Zobaczył sufit. Widok ten wykluczył pewien szczególny zakres nieprzyjemnych możliwości, był zatem dobrym znakiem. Zamglony wzrok natrafił również na kaprala Nobbsa, który dobrym znakiem nie był. Kapral Nobbs niczego nie dowodził; można umrzeć i wciąż widzieć coś podobnego do kaprala Nobbsa.
Dodał(a): Corv
* * *
W Ankh-Morpork nie działało zbyt wiele szpitali. Wszystkie gildie utrzymywały własne lecznice, a dziwaczne organizacje, takie jak Balansujący Mnisi, prowadziły też kilka publicznych. Ogólnie jednak pomoc medyczna właściwie nie istniała i ludzie musieli umierać mało wydajnie, bez pomocy lekarzy.
Dodał(a): Corv
* * *
- Żadna przeklęta latająca kijanka nie będzie podpalać mojego miasta — stwierdził Vimes.
- Niech pan pomyśli o wkładzie w rozwój wiedzy o smokach.
- Proszę posłuchać: jeśli już ktoś ma prawo podpalać miasto, to tylko ja.
Dodał(a): Corv
* * *
Prostująca się wyniośle lady Ramkin była widokiem niezapomnianym - choć pewnie można by próbować. Przypominała odwrotny dryf kontynentalny - rozmaite wyspy i subkontynenty skupiały się razem, formując jedną masywną, gniewną protokobietę.
Dodał(a): Corv
* * *
Powiedzenie „Wypuść złodzieja, żeby złapać złodzieja" zastąpiło w tym okresie (po silnych naciskach ze strony Gildii Złodziei) o wiele starsze, typowo ankh-morporskie przysłowie: „Wykop głęboką dziurę, zamocuj kolce na ścianach, rozciągnij linki potykacze, zainstaluj wirujące ostrza napędzane energią wody, wsyp tłuczone szkło i wrzuć parę skorpionów, żeby złapać złodzieja".
Dodał(a): Corv
* * *


